Z Kroniki Domu Macierzystego w Nysie (1842-1854)

W Imię Boże

Siostra Maria, [Siostra] Franciszka, [Siostra] Matylda, przełożona [Klara Wolff].

W roku Pańskim 1842 cztery dziewczyny [Klara Wolff, Matylda Merkert, Maria Luiza Merkert i Franciszka Werner] postanowiły poświęcić się bezinteresownie pielęgnacji ubogich, a szczególnie chorych opuszczonych w ich własnych mieszkaniach. Każda z nich posiadała niewielki spadek po rodzicach i dlatego też pracą własnych rąk chciały zdobyć środki na urzeczywistnienie tego szlachetnego celu, by przeznaczyć je na zakup żywości dla potrzebujących. Na przewodnika duchowego wybrały Księdza [Ksawerego] Franciszka Fischera - ówczesnego wikariusza przy kościele parafialnym, który stał się zarazem ich spowiednikiem. W sierpniu wprowadziły się do wynajętego mieszkania, w jednym z domów altarzystów [w Nysie]. Ksiądz F(ischer) przez dłuższy czas opłacał czynsz za wynajem mieszkania. Po jego urządzeniu, kiedy nic nie stało już na przeszkodzie, dnia 27 września 1842 r. uczestniczyły w porannej Mszy św. i przyjęły Komunię św. Po otrzymaniu kapłańskiego błogosławieństwa udały się do chorych i w ich mieszkaniach, dając tym samym początek ambulatoryjnej pielęgnacji chorych.

Po tej zwyczajnej, a zarazem podniosłej ceremonii siostry zawierzając wszystko Bogu udały się do codziennych zajęć, odwiedzając opuszczonych chorych, żyjących w skrajnym ubóstwie, krzepiąc ich słabe siły przygotowanym posiłkiem. Od tego dnia prawie nigdy nie musiały już wyszukiwać opuszczonych chorych, czy żyjących w niedostatku, gdyż sława o nich szybko rozeszła się po mieście, a potrzebujący pomocy zgłaszali się sami prosząc o wsparcie. Także lekarze zwracali się do nich prosząc o pielęgnację chorych i dlatego były wciąż zajęte, a więc nie miały czasu, aby dodatkową pracą zdobywać środki na potrzeby najuboższych chorych. Skąd więc miały zdobyć oszczędności na przygotowanie choćby najprostszego posiłku dla ubogich i chorych?

W takiej sytuacji przyszedł im z pomocą Ten, któremu od początku całkowicie powierzyły rozwijające się dzieło. Uczynił to poprzez znajomych [Sióstr], a także ofiarodawców, którzy wspierali je pomocą materialną dzieląc się zupą, chlebem czy odzieżą.

Charytatywna działalność Sióstr stawała się coraz bardziej znana w mieście. Także miejscowe władze zainteresowały się bliżej inicjatywą czterech nyskich kobiet. Aby zapoznać się dokładnie z sytuacją poprosiły najstarszą z nich [Klarę Wolff] do osobistego zdania relacji z prowadzonej działalności. Wkrótce po tym odbyło się kolejne przesłuchanie. Kiedy jednak urząd Królewski w Opolu w piśmie skierowanym do urzędu Policji polecił, by pozwolono Siostrom spokojnie kontynuować działalność charytatywną, nie stawiano im więcej przeszkód.

Do listopada opiekowały się już 15-17 chorymi, przygotowując dla niech trzy posiłki dziennie. Otrzymywane dary tylko w niewielkim stopniu pokrywały wydatki na potrzeby ubogich i dlatego też Siostry musiały korzystać z własnego majątku. Jednak kochający Ojciec, który zna potrzeby swoich dzieci i tym razem przyszedł im z pomocą. Liczyły bowiem na Jego wsparcie i w Nim pokładały nadzieję. Pan Bóg okazał im swoją pomoc w przedziwny sposób. Otóż bardzo poważana i pobożna kobieta (Bauschreiber-Welling), widząc ofiarną posługę Sióstr pielęgnujących pana Wenza, zaczęła zastanawiać się w jaki sposób mogłaby pomóc nowemu Instytutowi. Jej pomysł, który realizowała, rzeczywiście pochodził z natchnienia Bożego, o czym zapewniała jeszcze na łożu śmierci. Ktoś znający tę schorowaną kobietę był bardzo zdziwiony widząc ją, kiedy przemierzała klatki schodowe odwiedzając bliższych i dalszych znajomych, by zachęcić ich - w imię Jezusa - do wspierania nowego dzieła miłosierdzia, w postaci miesięcznych, czy też rocznych składek.l W tych czasach nie istniały jeszcze żadne fundacje - zostały one utworzone dopiero później - i dlatego łatwiej było w krótkim czasie pozyskać wiele serc wspierających rozpoczęte dzieło. Dnia 1 lutego 1843 r. wyznaczono dwie najmłodsze Siostry do zbierania pierwszych składek na rzecz ubogich chorych. W pierwszym i drugim miesiącu zebrały one 15 - 20 talarów, kilka chlebów, bułki i mięso. Forma takiej pomocy na rzecz ubogich i cierpiących była wielkim dobrodziejstwem nie tylko na krótki czas, gwarantowała ona bowiem pewną ciągłość. [Siostry] brały pod uwagę fakt, że sami ofiarodawcy mogą zubożeć bądź też umrzeć, ale zawsze znajdą się nowi, którzy zajmą ich miejsce, co potwierdziła przyszłość.l Ziemskie życie tej szlachetnej kobiety nie trwało długo, zaopatrzona sakramentami świętymi odeszła spokojnie do Pana, by odebrać nagrodę za swoje dobre czyny.

W drugim roku istnienia Instytutu dołączyły do niego dwie nowe członkinie i dlatego trzeba było powiększyć mieszkanie. Ponadto, za niski czynsz udostępniono im dolne piętro, gdzie urządzono kuchnię i refektarz.

W drugim roku istnienia Instytutu dołączyły do niego dwie nowe członkinie i dlatego trzeba było powiększyć mieszkanie. Ponadto, za niski czynsz udostępniono im dolne piętro, gdzie urządzono kuchnię i refektarz.

W trzecim roku, po przyjęciu kolejnych trzech nowych członkiń, koniecznym okazało się wynajęcie środkowego piętra, gdzie znajdowały się trzy pokoje.

Im spokojniej i szczęśliwiej czuły się Siostry w swojej wspólnocie, tym gwałtowniejsze „burze" szalały na zewnątrz, ponieważ nieprzyjaciel wszelkiego dobra miał swoich pomocników i wraz z nimi rozsiewał zło przeciw Siostrom, by zniechęcone zaprzestały swego dzieła. Cóż to jednak sprawiło? Posłużyło to do tego, że członkinie jeszcze bardziej pokładały ufność w Bogu, zachęcając się wzajemnie do wytrwania. Pamiętając na słowa Chrystusa: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was prześladują z Mego powodu", cicho i bez rozgłosu, z radosnym obliczem chodziły ulicami miasta, służąc potrzebującym wśród nyskiej społeczności, nie zważając na to, czy rzucano za nimi kamieniami, czy szczuto psami, czy ich przeciwnicy cieszą się, czy złoszczą. Wszystko ma swój koniec i tak stało się w tym przypadku. Nieprzyjaciele zostali zawstydzeni w sposób najmniej oczekiwany. Odważny kapłan J. Buchmann-wikariusz kościoła św. Krzyża - był pierwszym obrońcą i protektorem Sióstr złośliwie oczernianych.

Gdy „burza" przeciw Siostrom ucichła, coraz więcej dobrodziejów wspierało materialnie Instytut, nie tylko poprzez ofiary pieniężne, ale również zapisy testamentowe, np.: pan Weiss (rzeźnik) - 200 talarów, Ksiądz Leifer (wikary) - 200 talarów, pan Humań (kupiec) - 200 talarów, a także Ksiądz dziekan Otto zapisał Siostrom w testamencie 2000 talarów z adnotacją, że pieniądze będzie można odebrać po otrzymaniu statusu państwowego.

Pod koniec roku, za pośrednictwem Księdza Fischera przekazano Siostrom nieodpłatnie do dyspozycji cały dom.

W roku 1846 r. z pobliskiego miasteczka Prudnika, nadeszła prośba o dwie Siostry, które miałyby przejąć bardzo zaniedbany szpital i urządzić go według własnego uznania, a także wprowadzić ambulatoryjną pielęgnację chorych zgodnie z ustawami Instytutu. Po obustronnym porozumieniu, dnia 27 lutego [1846] przybył [do Nysy] Ksiądz Radca H. Hoffmann po dwie Siostry: Matyldę i Franciszkę, a następnie wprowadził je uroczyście do szpitala w Prudniku. Bardzo duża liczba chorych, którzy prosili o przyjęcie, a także szerząca się epidemia [tyfusu] spowodowały, że Franciszka i Matylda w krótkim czasie poważnie się rozchorowały.

Z pomocą pośpieszyła im rodzona Siostra Matyldy - Maria wraz z młodą dziewczyną, która w tym czasie przebywała u Sióstr w Nysie, ucząc się u nich pielęgnacji chorych. Udały się one do Prudnika, aby zaopiekować się Siostrami i przebywającymi w domu chorymi. Jednak po 16 dniach ogromnego cierpienia, Siostra Matylda zaopatrzona sakramentami świętymi zakończyła swe piękne i ofiarne życie.

Siostra Franciszka, cierpiąca na tyfus głowy połączony z utratą przytomności, odczuwała mniejszy ból niż Siostra Matylda, która zarażona durem brzusznym z pełną świadomością znosiła niewypowiedziane bóle. Jej [Matyldy] choroba stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Przeczuwając, że Pan powoła ją wkrótce do siebie, z radosną gotowością przyjęła sakramenty święte [wiatyk], oczekując z gorącą tęsknotą na spotkanie ze swoim niebieskim Oblubieńcem, Bogiem i Zbawicielem. Zmarła dnia 8 maja 1846 roku wcześnie rano, o godz. 5.45. Jej śmierć była bardzo spokojna. Była to pierwsza tak wielka ofiara, z którą Instytutowi trudno było się pogodzić. Dlaczego tak się stało? Bóg tak chciał i tak musiało się stać.

Siostra Franciszka Bogu dzięki wyzdrowiała. Aby szybciej powrócić do sił Siostra Fany i Siostra Maria powróciły do Nysy.

Jeszcze tego samego roku na polecenie Księdza Arcybiskupa wrocławskiego [M.v. Diepenbrocka] Siostra Klara [Wolff] i M(aria Merkert) zostały wysłane do Pragi do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia [Boromeuszek], w celu dalszej formacji. Po upływie roku miały powrócić do Nysy, by przejąć szpital biskupi i kierowanie nim. Dnia 30 listopada 1846 roku wyjechały z Nysy do Pragi, gdzie szczęśliwie dotarły dnia 1 grudnia, o godz. 5.15 wieczorem, a już 24 grudnia zostały przyjęte do nowicjatu.

W międzyczasie skierowano prośbę do Królewskiego Ministerstwa, aby uzyskać prawa korporacyjne [dla prowadzenia przejętego przez Siostry Boromeuszki szpitala]. Niestety otrzymano je dopiero po 2,5 roku i była to też jedna z przyczyn, dla których nie chciano ich zwolnić z Pragi.

W tym okresie pozostałe Siostry w Nysie przeżywały wiele momentów radości, ale i cierpienia. Do radosnych wydarzeń należała wizyta Księdza Kardynała Melchiora [v. Diepenbrocka]. Cierpienia zaś spowodowane były przez istniejące ciężkie czasy, które przyniosły choroby i wzrost cen. Trzy Siostry zostały posłane na Górny Śląsk, by tam pomagać w pielęgnacji biednych chorych na tyfus. Dwie z nich zaraziły się tyfusem i były bliskie śmierci.

Dnia 31 października 1848 r., po upływie roku i dziesięciu miesięcy Ksiądz Dziekan Neumann wraz ze spowiednikiem Księdzem Fischerem, udali się osobiście do Pragi po Siostry. Niestety, ku wielkiemu ubolewaniu Sióstr z Nysy, przybyły jedynie trzy nieznane im Siostry Ad(alberta Walter), Ad(ela Pratsch), Filom(ena Walter), ponieważ Siostra M(aria Merkert) na skutek poważnej choroby była jeszcze zbyt słaba do podjęcia podróży.

Siostra Klara [Wolff] powróciła do Nysy już rok wcześniej, gdyż przekonała się, że ambulatoryjna opieka chorych, zgodnie z regułą Sióstr Boromeuszek dozwolona była jedynie w czasie epidemii cholery i podczas wojny. Jej powrót do Nysy był dla wielu osób niepożądany, stąd też nie wolno było jej powrócić do domu Sióstr. Uporządkowała swoje sprawy i ufając Bogu we wszystkim rozpoczęła ponownie opiekę ambulatoryjną w Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie kilka lat później zmarła.

W dniu 1 i 2 listopada zostały wprowadzone do szpitala biskupiego św. Krzyża trzy nowe Siostry Boromeuszki - pomimo że przy odjeździe Klary Wolff i Marii Merkert do Pragi, życzeniem wielu duchownych było, by po powrocie właśnie one przejęły prowadzenie szpitala, a teraz nie było już o tym mowy. Nie mówiono też o powrocie trzech Sióstr [Boromeuszek] do Pragi, gdyż zamierzały one w Nysie założyć własny Dom Macierzysty. Głównie na tym tle powstały spory z mieszkańcami Nysy, którzy sprzeciwiali się temu, by obce Siostry przebywały w Nysie i wyparły znane im Siostry. Władze Miejskie, nie mając w danym momencie możliwości zmiany zaistniałej sytuacji, aby zachować pokój opowiedziały się za Siostrami [Boromeuszkami]. Natomiast inne Siostry [wśród nich Siostra Franciszka], zostały stopniowo włączone do nowicjatu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia [Boromeuszek].

Dnia 27 lutego 1849 roku przybyła z Pragi do Nysy Siostra Maria [Merkert] wraz z czwartą Siostrą Heleną Tichy. Ponieważ większość Sióstr przeprowadziła się już do szpitala, a ich miejsce zajęły nowo przyjęte członkinie, Siostra Helena została im przydzielona jako przełożona, by kontynuować ambulatoryjną opiekę nad chorymi.

Od czasu kiedy Siostry Boromeuszki zamieszkały na Śląsku, zarówno wśród ubogich, jak i chorych panowało niezadowolenie. Także wśród Sióstr brakowało otwartości i miłości, które ułatwiają życie we wspólnocie. Największą przyczyną tego stanu rzeczy było bardzo nieżyczliwe podejście przełożonych [Boromeuszek] i tylko Bóg wie, jakie było ich zachowanie wobec starszych Sióstr nyskich.

Siostra (Fany) [Franciszka Werner] ze względu na ciągłe choroby, nie chciała być dłużej ciężarem dla Instytutu i w dniu 19 czerwca 1850 r. poprosiła o możliwość jego opuszczenia. Po licznych przykrościach otrzymała takie pozwolenie.

Również Siostra Maria po wystąpieniu Siostry F(any), a także ze względu na różne nieżyczliwe komentarze ztym związane, głęboko zraniona, po oświadczeniu mistrzyni nowicjatu, że o złożeniu profesji nie ma co jeszcze myśleć zdecydowała się 30 czerwca uczynić ten sam krok. Siostra Fl(elena) prawdopodobnie miała oznajmić M(arii Merkert), iż wszystkie Siostry nyskie nigdy nie będą składać ślubów zakonnych. O przyczynie swego wystąpienia poinformowała Księdza Kardynała Melchiora [v. Diepenbrock], który później, gdy jej odmówiono zwrotu prawowitego spadku po rodzicach, zajął się tą sprawą.

Po usilnych prośbach ze strony znaczących obywateli Nysy, jak i zachęcone przez samych lekarzy - ufając całkowicie w Bożą pomoc, Maria Merkert i Franciszka Werner rozpoczęły ponownie odwiedzać opuszczonych chorych w ich mieszkaniach. Podjęto też starania o zdobycie dla nich mieszkania. W dniu 19 listopada 1850 r., w liturgiczne wspomnienie św. Elżbiety, szesnastu chorych, którymi się opiekowały otrzymało konieczne posiłki. Jednak siły Marii i Franciszki nie były wystarczające. Coraz większy nawał pracy i nocne dyżury przy chorych sprawiły, że chętnie przyjęły one kilka dobrych dziewcząt, które się do nich zgłosiły. Dnia 4 grudnia wstąpiła Matylda Kosubeck z Prudnika, a dnia 6 grudnia Flelena Schwarzer z Pakosławic.

Niestety, wkrótce stało się to, czego Siostry obawiały się rozpoczynając ponownie [ambulatoryjną] pielęgnację chorych. Ich postępowanie interpretowano jako opozycję przeciwko Zgromadzeniu [Sióstr Boromeuszek]. Na początku 1851 roku przeciwnicy Sióstr wykorzystali nawet kręgi stowarzyszeń katolickich, by przez oszczerstwa, a także przez kłamliwą interpretację podjętej przez nie działalności zniszczyć ich dobre imię.

Pewien bliżej nieznany Siostrom oficer Obrony Krajowej, podporucznik (Sternaux) podjął się zrealizowania tego nieszlachetnego celu. Głównym zamiarem jego niechrześcijańskich wystąpień było zamknięcie serc jego słuchaczy na potrzeby Sióstr, a tym samym na potrzeby biednych i chorych.

Jednak Boże miłosierdzie miało inne plany. Wspomniany już wcześniej Ksiądz J. B(uchmann) i tym razem stanął w obronie prześladowanych Sióstr wydając korzystną dla nich broszurę. Dzięki temu Siostry stały się bardziej znane, nie traciły ale przeciwnie, otrzymywały jeszcze więcej darów, a z wielu stron zgłaszali się nowi dobrodzieje. To umocniło Siostry jeszcze bardziej w wytrwałości i ufności względem Boga. Sprawdziły się słowa: tam gdzie jest największa bieda, tam pomoc Boga jest najbliższa. W 1852 roku odbyły się misje parafialne, w czasie których Siostry nie tylko otrzymały obfite ofiary, ale wykorzystały okazję ku temu, by pojednać się z Księdzem dziekanem Neumannem, który był im bardzo przeciwny od czasu kiedy opuściły Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek.

W tym czasie Siostry zakupiły własny dom (przy ul. Szkolnej), gdzie obecnie znajduje się Dom Macierzysty, by mieć większe możliwości działania.

W tym roku odbyły się też obłóczyny Siostry Augusty, która już od dłuższego czasu pomagała Siostrom, a jej śladami podążyła Siostra Elżbieta Wenzel z Nowej Wsi, która z miłości do Boga chętnie poświęciła swoje siły Instytutowi.

W dniu 16 lutego 1854 roku Urząd Miasta - pod którego opieką tymczasowo znajdowały się Siostry, gdyż żadna władza kościelna nie chciała się nimi zająć, ze względu na ich odejście ze Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek - posłał je po raz drugi do Prudnika, by ponownie powierzyć im pielęgnację chorych, będącą w obcych rękach. Po zawarciu obustronnej umowy udały się tam, by z Bożą pomocą przeszczepić to małe ewangeliczne ziarnko gorczycy.