Zanim przejdziemy do omawiania wydarzeń z życia Marii Merkert, jej siostry Matyldy, Franciszki Werner oraz Klary Wolff, warto zatrzymać się i zastanowić nad znaczeniem oraz pochodzeniem słowa "cnota".
Autorzy starożytni twierdzili, że cnota zajmuje pozycję środkową miedzy dwiema skrajnościami (in medio stat virtus) i w konsekwencji utożsamia się z umiarem. Później uważano, że jest synonimem dobrego przyzwyczajenia, podobnie jak wada jest synonimem złego przyzwyczajenia.
Chrześcijaństwo ukazuje cnotę praktykowaną z miłości jako środek do zjednoczenia z Chrystusem. Niezależnie od terminologii pojęcia cnoty, czyni ona człowieka sprawiedliwym, silnym, zrównoważonym w relacjach w innymi, z samym sobą, a przede wszystkim z Bogiem. Patrząc, w jakim stopniu praktykujemy cnoty, inni oceniają naszą pobożność jako szczerą bądź obłudną, czy tytuł chrześcijanina jest zasługą czy raczej potępieniem.
Prawdziwy chrześcijanin powinien być człowiekiem uczciwym; zaangażowanie w sprawy Boże wymaga nienagannej uczciwości. Nic tak nie podważa religijności, jak odłączenie jej od cnoty.
Jezus używał ostrych słów, nawet potępił faryzeizm, który troszczył się o sprawy pozorne, zewnętrzne, ignorując głębię oraz istotę prawa. W każdym czasie, jak widać, cnota zmagała się z trudnościami. Dzisiaj sytuacja pogorszyła się w skutek tego, że żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest dozwolone, nic nie jest grzechem i gdzie obowiązuje "zakaz zakazywania". Alessandro Pronzato zauważył, że "oprócz niektórych gatunków zwierząt istnieją również cnoty narażone na wyginięcie".
Jak wyobrazić sobie życie chrześcijańskie słabe, przeciętne, przyjemne? Chrześcijańskie życie moralne jest trudne, ponieważ jest ciężkie, twarde, wymagające wyrzeczenia i ofiary. Jest trudne, gdyż dąży do doskonałości. Pokonawszy jednak pewne przeciwności odczuwa się wielką radość. Paweł VI powiedział: "Chrześcijaństwo nie jest łatwe, ale daje szczęście [...]. Chrześcijanin, jeśli nim jest, jest żywym cudem". Musimy zatem powrócić do mówienia o cnotach, a raczej praktykować je, jak to czyniła Maria Merkert.
Cnotliwe życie zakłada pewne podstawowe zasady etyczne zawarte w Dekalogu. Bez tych podstaw nie można myśleć o życiu autentycznie cnotliwym. Przykazania, które zaczynają się od "nie", sugerują - dobrze czytając - pozytywy cnotliwego zachowania. Przykładowo, "nie zabijaj" nie oznacza jedynie nieodbierania życia, niedoprowadzania do śmierci, choroby, cierpienia poprzez słowa i czyny, lecz sugeruje również - od strony pozytywnej - obronę życia, ochronę najsłabszych, budowanie pokoju.
Postawa cnotliwa nie polega zatem na wprowadzaniu w życie dziesięciu słów miłości z góry Synaj, lecz na przyjęciu Słowa Wcielonego i naśladowaniu go: Jezus jest żywym wypełnieniem prawa. Dlatego mówi: "Jeśli chcesz być doskonały, pójdź za Mną". Życie cnotliwe polega zarówno na zachowywaniu przykazań, jak i błogosławieństw, które są "swoistym autoportretem Chrystusa i właśnie dlatego stanowią zaproszenie do naśladowania Go i do komunii życia z Nim" (VS, 16). My, kobiety i mężczyźni, z pełną wolnością możemy wybierać pomiędzy tym, czego nie powinniśmy i co powinniśmy robić. Musimy więc czuwać, a nie iść za modą, kulturą chwili, należy żyć i dążyć do doskonałości.
Maria Luiza Merkert urodziła się 21 września 1817 r. w Nysie, w diecezji wrocławskiej na Dolnym Śląsku. Śląsk, podobnie jak wszystkie "regiony chronione", był przedmiotem sporu między różnymi państwami, przynależąc kolejno do Bohemii, Polski, Prus. Zatrzymajmy się chwilę na epoce, w której przyszła na świat nasza założycielka, jak również na wcześniejszym stuleciu, aby mieć pełen obraz historyczny. Po licznych wojnach (zwłaszcza tej najokrutniejszej dla ludzkości wojnie trzydziestoletniej) region przechodził z rąk Habsburgów, do rąk Hohenzollernów, który to Napoleon ostatecznie przyznał go w traktacie pokojowym w Tylży (1807). Ta część terytorium (Górny Śląsk, położony w części kraju, zamkniętej od strony południowo-wschodniej przez Sudety, od zachodniej pasmem beskidzkim) była najaktywniejszym centrum pruskiego patriotyzmu; większość ludności była pochodzenia germańskiego i, jako prowincja pruska, została powiększona o Wielkie Łużyce saksońskie decyzją kongresu wiedeńskiego (1815), który zakończył epokę napoleońską. Zatem większość stanowili Prusacy (tzn. Niemcy), którzy podlegali cesarzowi, jego urzędnikom i sędziom.
Również rodzina Merkert była pochodzenia niemieckiego, lecz wyznania katolickiego, stanowiącego mniejszość wobec protestantyzmu.
Niestety kilka lat po narodzeniu się Marii Luizy umarł ojciec Antoni, zostawiając panią Marię Barbarę Pfitzner i dwie córki: pierworodną Matyldę oraz Marię. Wdowa Merkert wychowywała córki w szacunku do podstawowych wartości wiary katolickiej. W swojej prostocie miała jasne pojęcie o niezastąpionej roli rodziny w procesie wychowania dzieci i młodzieży. To nie przypadek, że rodzina uznawana jako pierwsza instytucja wychowawcza przygotowuje do drugiej, czyli szkoły, trzeciej, czyli Kościoła, aż do chwili włączenia młodego człowieka do społeczeństwa, której, jeśli wszystkie trzy instytucje wychowawcze spełniły swoje zadanie, otrzyma i włączy we własną organizację społeczną jednostkę zdrową moralnie i cywilnie.
Z historii pedagogii wiemy, że proces edukacyjny, w szerokim tego słowa znaczeniu, jest dla każdego kraju ważnym i delikatnym zadaniem. Formacja chrześcijańska jest jednak kwestią bardziej złożoną, ponieważ na bogatym i zróżnicowanym hipotetycznym dziedzictwie zostaje zaszczepiona wiara, paradoks ewangelicznych błogosławieństw, czyli bardziej być niż posiadać, służyć aniżeli rządzić, powołanie do włączenia się w życie Kościoła, obowiązek głoszenia Ewangelii.
W "Positio" (II, s. 36-37) czytamy, że Matylda i Maria były, podobnie jak wiele innych dziewcząt, ubogie, ale radosne, bogatsze od wielu innych rówieśników w bezgraniczną miłość matki, która starała się czynić wszystko, aby brak osoby ojca nie był zanadto odczuwalny.
Siostry Merkert uczęszczały do szkoły katolickiej dla dziewcząt w Nysie, gdzie nauczycielki zaopatrywały je w książki i inne przybory, na które je nie było stać. Był to ważny element w ich dorastaniu; dawanie z prostotą jest jedną z cech charakterystycznych chrześcijaństwa. Nieliczne informacje z czasu od chrztu do śmierci matki (1842) pozwalają nam odtworzyć ten okres na zasadzie przypuszczeń. Dotyczy to również sakramentów I Komunii św. i bierzmowania. Zgodnie z "Positio", sakrament bierzmowania mógł być udzielony przez biskupa wrocławskiego podczas wizyty duszpasterskiej w 1838 r. W tym samym czasie dwie siostry przygotowywały się na przyjęcie kolejnej, niepokojącej wiadomości. Ciężka i postępująca choroba matki prowadziła do śmierci. Wdowa Maria Barbara otoczona była czułą opieką Matyldy i Marii. Prawdopodobnie w tym długim i trudnym czasie przeżywanym w zetknięciu się z bólem i ludzkim cierpieniem dojrzewała myśl o szerzeniu, przedłużeniu, a nawet uczynieniu celem życiowym postawy całkowitego oddania. 11 lutego 1842 r. dwie siostry zostały sierotami. bóg, który dotychczas wydawałoby się był nieobecny, zaczął delikatnie szeptać do serca Marii. Pan Bóg nie krzyczy, szepce, tak jak w przypadku proroka Eliasza na górze Horeb. W "Positio" czytamy, że "z pocieszeniem przy grobie matki, Pan Bóg dał jej siły i energię, aby ukazać najwyższe ideały życia, które prowadziły do zapomnienia o własnych słabościach i ubóstwie, widząc nędzę i potrzeby cierpiącego brata, podążając hojnie z miłości za impulsem duszy ku wiecznej i czystej radości" (Positio, s. 57).
Okazję ku temu stanowiło spotkanie z tercjarką franciszkańską, Klarą Dorotą Wolff, poświęcającą się niestrudzenie służbie biednym, opuszczonym, potrzebującym opieki. Odwiedzała ich tam, gdzie mieszkali: w domach, barakach, slumsach. W duchu franciszkańskim nie prosiła w zamian o nic dla siebie (sina ulla remuneratione). Klara Dorota Wolff swoim przykładem zaraziła młode dziewczęta, gotowe do służby, w których sercu zostało zasiane dobre ziarno. Dziewczęta, o których tu mowa, to oczywiście dwie siostry Merkert oraz ich rówieśniczka Franciszka Werner. Dołączyły do Klary i natychmiast doszły do porozumienia: 27 września 1842 r., dwa i pół miesiąca po śmierci matki, obydwie siostry wraz z Franciszką Werner i Klarą Wolff, po przystąpieniu do sakramentu pokuty, przyjęciu Komunii św., odmówieniu w obecności księdza Fischera aktu poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu, rozpoczęły działalność charytatywno-apostolską. Ten dzień został przyjęty za datę założenia "Stowarzyszenia Sióstr do pielęgnacji opuszczonych chorych pod patronatem Najświętszego Serca Jezusa". Rozpoczęła się ich chwalebna posługa!
W adhortacji apostolskiej "Vita consecrata" czytamy: "W ich wezwaniu jest zawarte zadanie całkowitego poświecenia się misji Chrystusa" (VC, 72). Należy zatem twierdzić, że misja jest szczególnym wymiarem urzeczywistnienia się życia zakonnego, niezależnie od jego pierwotnej inspiracji i form organizacyjnych, ponieważ na różne sposoby musi ono przyczyniać się do budowy Królestwa Bożego w duszach.
Nie można mówić tu jeszcze o jakimś instytucie czy zgromadzeniu zakonnym, choć są już cztery siostry ("siostry" według pojęcia i leksykonu franciszkańskiego), które czują się założycielkami konkretnego dzieła miłosierdzia. Paweł VI w adhortacji apostolskiej "Evangelica testificatio" (29 czerwca 1971 r.) pisze: "Miłość, która ożywia cały Kościół, byłaby narażona na ostygnięcie, zbawczy paradoks ewangeliczny na otępienie, sól wiary na rozpuszczenie w świecie w fazie sekularyzacji" (ET, 3).
Cztery miłosierne dziewczęta (wśród których - należy pamiętać - Klara Dorota Wolff była tercjarką franciszkańską) czują się już na służbie Królestwa Bożego w Kościele i z tą diakonią Bogu i ludziom łączą wymiar kultu i zbawienia, świadome obowiązku "ukazywania Chrystusa zarówno wiernym, jak i niewierzącym" (por. LG, 46).
Życie zakonne jest ściśle włączone w posłannictwo Kościoła i wezwane do współpracy z nim w sposób szczególny. Święty Augustyn powiedział, że zakonnice powinny naśladować posłannictwo Dziewicy Maryi, która swoją miłością miłosierną wspiera potrzeby wiernych w Kościele.
za: G. Jatosti, Beata Madre Maria Luiza Merkert, Rzym 2012.
Autorzy starożytni twierdzili, że cnota zajmuje pozycję środkową miedzy dwiema skrajnościami (in medio stat virtus) i w konsekwencji utożsamia się z umiarem. Później uważano, że jest synonimem dobrego przyzwyczajenia, podobnie jak wada jest synonimem złego przyzwyczajenia.
Chrześcijaństwo ukazuje cnotę praktykowaną z miłości jako środek do zjednoczenia z Chrystusem. Niezależnie od terminologii pojęcia cnoty, czyni ona człowieka sprawiedliwym, silnym, zrównoważonym w relacjach w innymi, z samym sobą, a przede wszystkim z Bogiem. Patrząc, w jakim stopniu praktykujemy cnoty, inni oceniają naszą pobożność jako szczerą bądź obłudną, czy tytuł chrześcijanina jest zasługą czy raczej potępieniem.
Prawdziwy chrześcijanin powinien być człowiekiem uczciwym; zaangażowanie w sprawy Boże wymaga nienagannej uczciwości. Nic tak nie podważa religijności, jak odłączenie jej od cnoty.
Jezus używał ostrych słów, nawet potępił faryzeizm, który troszczył się o sprawy pozorne, zewnętrzne, ignorując głębię oraz istotę prawa. W każdym czasie, jak widać, cnota zmagała się z trudnościami. Dzisiaj sytuacja pogorszyła się w skutek tego, że żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest dozwolone, nic nie jest grzechem i gdzie obowiązuje "zakaz zakazywania". Alessandro Pronzato zauważył, że "oprócz niektórych gatunków zwierząt istnieją również cnoty narażone na wyginięcie".
Jak wyobrazić sobie życie chrześcijańskie słabe, przeciętne, przyjemne? Chrześcijańskie życie moralne jest trudne, ponieważ jest ciężkie, twarde, wymagające wyrzeczenia i ofiary. Jest trudne, gdyż dąży do doskonałości. Pokonawszy jednak pewne przeciwności odczuwa się wielką radość. Paweł VI powiedział: "Chrześcijaństwo nie jest łatwe, ale daje szczęście [...]. Chrześcijanin, jeśli nim jest, jest żywym cudem". Musimy zatem powrócić do mówienia o cnotach, a raczej praktykować je, jak to czyniła Maria Merkert.
Cnotliwe życie zakłada pewne podstawowe zasady etyczne zawarte w Dekalogu. Bez tych podstaw nie można myśleć o życiu autentycznie cnotliwym. Przykazania, które zaczynają się od "nie", sugerują - dobrze czytając - pozytywy cnotliwego zachowania. Przykładowo, "nie zabijaj" nie oznacza jedynie nieodbierania życia, niedoprowadzania do śmierci, choroby, cierpienia poprzez słowa i czyny, lecz sugeruje również - od strony pozytywnej - obronę życia, ochronę najsłabszych, budowanie pokoju.
Postawa cnotliwa nie polega zatem na wprowadzaniu w życie dziesięciu słów miłości z góry Synaj, lecz na przyjęciu Słowa Wcielonego i naśladowaniu go: Jezus jest żywym wypełnieniem prawa. Dlatego mówi: "Jeśli chcesz być doskonały, pójdź za Mną". Życie cnotliwe polega zarówno na zachowywaniu przykazań, jak i błogosławieństw, które są "swoistym autoportretem Chrystusa i właśnie dlatego stanowią zaproszenie do naśladowania Go i do komunii życia z Nim" (VS, 16). My, kobiety i mężczyźni, z pełną wolnością możemy wybierać pomiędzy tym, czego nie powinniśmy i co powinniśmy robić. Musimy więc czuwać, a nie iść za modą, kulturą chwili, należy żyć i dążyć do doskonałości.
Maria Luiza Merkert urodziła się 21 września 1817 r. w Nysie, w diecezji wrocławskiej na Dolnym Śląsku. Śląsk, podobnie jak wszystkie "regiony chronione", był przedmiotem sporu między różnymi państwami, przynależąc kolejno do Bohemii, Polski, Prus. Zatrzymajmy się chwilę na epoce, w której przyszła na świat nasza założycielka, jak również na wcześniejszym stuleciu, aby mieć pełen obraz historyczny. Po licznych wojnach (zwłaszcza tej najokrutniejszej dla ludzkości wojnie trzydziestoletniej) region przechodził z rąk Habsburgów, do rąk Hohenzollernów, który to Napoleon ostatecznie przyznał go w traktacie pokojowym w Tylży (1807). Ta część terytorium (Górny Śląsk, położony w części kraju, zamkniętej od strony południowo-wschodniej przez Sudety, od zachodniej pasmem beskidzkim) była najaktywniejszym centrum pruskiego patriotyzmu; większość ludności była pochodzenia germańskiego i, jako prowincja pruska, została powiększona o Wielkie Łużyce saksońskie decyzją kongresu wiedeńskiego (1815), który zakończył epokę napoleońską. Zatem większość stanowili Prusacy (tzn. Niemcy), którzy podlegali cesarzowi, jego urzędnikom i sędziom.
Również rodzina Merkert była pochodzenia niemieckiego, lecz wyznania katolickiego, stanowiącego mniejszość wobec protestantyzmu.
Niestety kilka lat po narodzeniu się Marii Luizy umarł ojciec Antoni, zostawiając panią Marię Barbarę Pfitzner i dwie córki: pierworodną Matyldę oraz Marię. Wdowa Merkert wychowywała córki w szacunku do podstawowych wartości wiary katolickiej. W swojej prostocie miała jasne pojęcie o niezastąpionej roli rodziny w procesie wychowania dzieci i młodzieży. To nie przypadek, że rodzina uznawana jako pierwsza instytucja wychowawcza przygotowuje do drugiej, czyli szkoły, trzeciej, czyli Kościoła, aż do chwili włączenia młodego człowieka do społeczeństwa, której, jeśli wszystkie trzy instytucje wychowawcze spełniły swoje zadanie, otrzyma i włączy we własną organizację społeczną jednostkę zdrową moralnie i cywilnie.
Z historii pedagogii wiemy, że proces edukacyjny, w szerokim tego słowa znaczeniu, jest dla każdego kraju ważnym i delikatnym zadaniem. Formacja chrześcijańska jest jednak kwestią bardziej złożoną, ponieważ na bogatym i zróżnicowanym hipotetycznym dziedzictwie zostaje zaszczepiona wiara, paradoks ewangelicznych błogosławieństw, czyli bardziej być niż posiadać, służyć aniżeli rządzić, powołanie do włączenia się w życie Kościoła, obowiązek głoszenia Ewangelii.
W "Positio" (II, s. 36-37) czytamy, że Matylda i Maria były, podobnie jak wiele innych dziewcząt, ubogie, ale radosne, bogatsze od wielu innych rówieśników w bezgraniczną miłość matki, która starała się czynić wszystko, aby brak osoby ojca nie był zanadto odczuwalny.
Siostry Merkert uczęszczały do szkoły katolickiej dla dziewcząt w Nysie, gdzie nauczycielki zaopatrywały je w książki i inne przybory, na które je nie było stać. Był to ważny element w ich dorastaniu; dawanie z prostotą jest jedną z cech charakterystycznych chrześcijaństwa. Nieliczne informacje z czasu od chrztu do śmierci matki (1842) pozwalają nam odtworzyć ten okres na zasadzie przypuszczeń. Dotyczy to również sakramentów I Komunii św. i bierzmowania. Zgodnie z "Positio", sakrament bierzmowania mógł być udzielony przez biskupa wrocławskiego podczas wizyty duszpasterskiej w 1838 r. W tym samym czasie dwie siostry przygotowywały się na przyjęcie kolejnej, niepokojącej wiadomości. Ciężka i postępująca choroba matki prowadziła do śmierci. Wdowa Maria Barbara otoczona była czułą opieką Matyldy i Marii. Prawdopodobnie w tym długim i trudnym czasie przeżywanym w zetknięciu się z bólem i ludzkim cierpieniem dojrzewała myśl o szerzeniu, przedłużeniu, a nawet uczynieniu celem życiowym postawy całkowitego oddania. 11 lutego 1842 r. dwie siostry zostały sierotami. bóg, który dotychczas wydawałoby się był nieobecny, zaczął delikatnie szeptać do serca Marii. Pan Bóg nie krzyczy, szepce, tak jak w przypadku proroka Eliasza na górze Horeb. W "Positio" czytamy, że "z pocieszeniem przy grobie matki, Pan Bóg dał jej siły i energię, aby ukazać najwyższe ideały życia, które prowadziły do zapomnienia o własnych słabościach i ubóstwie, widząc nędzę i potrzeby cierpiącego brata, podążając hojnie z miłości za impulsem duszy ku wiecznej i czystej radości" (Positio, s. 57).
Okazję ku temu stanowiło spotkanie z tercjarką franciszkańską, Klarą Dorotą Wolff, poświęcającą się niestrudzenie służbie biednym, opuszczonym, potrzebującym opieki. Odwiedzała ich tam, gdzie mieszkali: w domach, barakach, slumsach. W duchu franciszkańskim nie prosiła w zamian o nic dla siebie (sina ulla remuneratione). Klara Dorota Wolff swoim przykładem zaraziła młode dziewczęta, gotowe do służby, w których sercu zostało zasiane dobre ziarno. Dziewczęta, o których tu mowa, to oczywiście dwie siostry Merkert oraz ich rówieśniczka Franciszka Werner. Dołączyły do Klary i natychmiast doszły do porozumienia: 27 września 1842 r., dwa i pół miesiąca po śmierci matki, obydwie siostry wraz z Franciszką Werner i Klarą Wolff, po przystąpieniu do sakramentu pokuty, przyjęciu Komunii św., odmówieniu w obecności księdza Fischera aktu poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu, rozpoczęły działalność charytatywno-apostolską. Ten dzień został przyjęty za datę założenia "Stowarzyszenia Sióstr do pielęgnacji opuszczonych chorych pod patronatem Najświętszego Serca Jezusa". Rozpoczęła się ich chwalebna posługa!
W adhortacji apostolskiej "Vita consecrata" czytamy: "W ich wezwaniu jest zawarte zadanie całkowitego poświecenia się misji Chrystusa" (VC, 72). Należy zatem twierdzić, że misja jest szczególnym wymiarem urzeczywistnienia się życia zakonnego, niezależnie od jego pierwotnej inspiracji i form organizacyjnych, ponieważ na różne sposoby musi ono przyczyniać się do budowy Królestwa Bożego w duszach.
Nie można mówić tu jeszcze o jakimś instytucie czy zgromadzeniu zakonnym, choć są już cztery siostry ("siostry" według pojęcia i leksykonu franciszkańskiego), które czują się założycielkami konkretnego dzieła miłosierdzia. Paweł VI w adhortacji apostolskiej "Evangelica testificatio" (29 czerwca 1971 r.) pisze: "Miłość, która ożywia cały Kościół, byłaby narażona na ostygnięcie, zbawczy paradoks ewangeliczny na otępienie, sól wiary na rozpuszczenie w świecie w fazie sekularyzacji" (ET, 3).
Cztery miłosierne dziewczęta (wśród których - należy pamiętać - Klara Dorota Wolff była tercjarką franciszkańską) czują się już na służbie Królestwa Bożego w Kościele i z tą diakonią Bogu i ludziom łączą wymiar kultu i zbawienia, świadome obowiązku "ukazywania Chrystusa zarówno wiernym, jak i niewierzącym" (por. LG, 46).
Życie zakonne jest ściśle włączone w posłannictwo Kościoła i wezwane do współpracy z nim w sposób szczególny. Święty Augustyn powiedział, że zakonnice powinny naśladować posłannictwo Dziewicy Maryi, która swoją miłością miłosierną wspiera potrzeby wiernych w Kościele.
za: G. Jatosti, Beata Madre Maria Luiza Merkert, Rzym 2012.