Dzisiaj wyczytałem w Tygodniu Powszechnym 39/10, z dnia 10 marca 1985 komunikat Ekscelencji o rozpoczęciu procesu kanonicznego o heroiczności cnót Matki Marii Merkert, Założycielki Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Jest tam wezwanie do zgłaszania łask otrzymanych za Jej pośrednictwem. Nie wiem, czy moja relacja będzie w tym względzie przydatna. Ale nawet, gdyby się taką nie okazała, chciałbym spłacić dług wdzięczności wobec zacnej Zmarłej. Relacja moja dotyczy mego, jak sądzę, uzdrowienia i możliwości powrotu do pracy misyjnej w Indonezji. Oto zdarzenie.
Pod koniec roku 1968 wróciłem do Kraju, by na UJ zrobić doktorat z antropologii. Dokonałem tego w ciągu niecałych 6 miesięcy. Wysiłek okazał się jednak ponad moje siły. Po dwóch miesiącach zapadłem tak na zdrowiu, że z rozpoznaniem infarctus imminens dostałem się do szpitala. Zwolniono mnie po paru tygodniach podleczonego z zaleceniem odpoczynku. Po naradach z przełożonymi wybrano Kudowę Zdrój. Ponieważ byłem jeszcze zbyt słaby na podróż pociągiem, ksiądz z diecezji opolskiej ofiarował się dowieźć mnie samochodem. W drodze zatrzymaliśmy się w Nysie i odwiedziliśmy tamtejszy kościół św. Jakuba, który pamiętałem sprzed lat w ruinie. Tutaj trafiłem do grobu zacnej Matki Marii. Czując, że stan mego zdrowia jest po prostu zły, modliłem się gorąco o Jej wstawiennictwo w odzyskaniu zdrowia i możliwość powrotu do Indonezji. Czułem potem przypływ nadziei.
W drodze z Nysy ni stąd, ni zowąd, zdecydowaliśmy się nie jechać do Kudowy, lecz zatrzymać się w Dusznikach, nie wiedząc jednak, gdzie znajdziemy przytułek. Zupełnie przypadkowo trafiliśmy tam do Sióstr Elżbietanek, gdzie, mimo pewnego zakłopotania, przyjęto mnie i otoczono troskliwą opieką. Niestety metoda lecznicza opiekującego się mną lekarza okazała się zupełnie chybiona, na skutek czego po paru dniach wylądowałem tam w szpitalu w jeszcze gorszym stanie, niż to było w Katowicach. Nadal modliłem się do Matki Marii, ufając, że mnie wspomoże. O modlitwie zapewniały mnie i siostry, z których dwie pracowały w szpitalu. Do zawalu serca nie doszło i po 5 tygodniach mogłem wrócić do domu. Jednak trzeba było pomyśleć o dalszym leczeniu, a nie znałem nikogo z kardiologów w Katowicach, by udać się do niego po poradę. Wiedziałem tylko, że dawny szpital Sióstr Elżbietanek przy ul. Warszawskiej ma oddział kardiologiczny, który zresztą jest stale przepełniony. Nie mając innej rady, udałem się do Sióstr Elżbietanek i poprosiłem o pomoc. Siostry nie mogły decydować, wstawiły się za mną u kierownika oddziału. I o dziwo, tegoż samego dnia zostałem przyjęty, mimo iż było to już późne popołudnie. W tym szpitalu po dość długim, bo około 2 miesiące trwającym leczeniu, postawiono mnie na nogi. Po pewnym czasie mogłem znowu wrócić do Indonezji.
Nie było u mnie oczywiście żadnego cudu, ale uważam, że to właśnie Matka Maria pokierowała wszystko tak, że odzyskałem zdrowie. byłem i jestem dotąd o tym przekonany, tym bardziej, że zawsze trafiałem do Sióstr Elżbietanek i zawsze otrzymywałem potrzebną pomoc.
Później, ilekroć miałem kłopoty ze zdrowiem, zwracałem się z ufną modlitwą do Matki Marii i zawsze zostałem wysłuchany. Cieszę się więc, że wszczęto proces kanoniczny i jeszcze bardziej cieszył się będę, gdy wyda on swój owoc w postaci beatyfikacji.
o. J.G. Indonezja
za: s. M. Margarita G. Cebula CSSE, Błogosławiona Maria Merkert (1817-1872), Nysa 2007.