Pierwotnym charyzmatem, który Matka Maria przekazała zgromadzeniu, była opieka nad chorymi oraz osobami najbardziej potrzebującymi w ich własnych domach. W owym czasie, jak i w kolejnych okresach, przyczynił się on znacznie - podobnie jak charyzmaty innych założycieli - dobru społecznemu.
We wspomnianej adhortacji papież Montini zwraca uwagę na to, że każda osoba zakonna powinna być otwarta na potrzeby Kościoła, to znaczy świata, żyje ona w świecie, który w imieniu najsłabszych i bezbronnych domaga się bezinteresownej i czułej misyjności (misio ad gentes) osób konsekrowanych. Ta misyjność powinna być rozumiana również jako środek, którym posługuje się Kościół dla ewangelizacji i reewangelizacji społeczeństwa po części zsekularyzowanego.
Ważne zatem jest, aby każdy instytut zachował charyzmat założyciela niezmiennym i aby wszyscy jego członkowie poznawali go i pogłębiali na podstawie własnych dokumentów i historii.
Wracając na chwilę do potrzeb Kościoła, wiemy, że już od początku nasze współsiostry nie uchylały się od działań wykraczających poza ramy charyzmatu, podejmując również opiekę nad chorymi w placówkach służby zdrowia w różnych miejscowościach, np. w szpitalach wojskowych i polowych jako sanitariuszki, ponadto prowadziły sierocińce, żłobki, przedszkola, domy starców, angażowały się w katechizację, nauczanie w publicznych szkołach podstawowych i zawodowych.
Szeroki zakres działalności uzyskał prawie całkowitą aprobatę, bowiem z aspektem charytatywnym (uznanym bez wątpienia jako duchowy profil założycielski) wiązało się dobre przygotowanie zawodowe. Gorącym pragnieniem Matki Marii było zapalenie i przekazywanie każdej "córce" tej miłości miłosiernej, którą charakteryzowała dyspozycyjność i wyrzeczenie, a jednocześnie skrupulatne i odpowiedni przygotowanie do podejmowanych zadań.
Ta ogromna, ponad dwudziestoletnia działalność, niewiarygodna, gdybyśmy nie uznały, że została przekazana założycielce bezpośrednio przez Ducha, pozwoliła jej pozostawić drugiej przełożonej generalnej, Matce Franciszce Werner, zastęp 500 sióstr w 87 domach zakonnych na terenie 9 diecezji i 2 wikariatów apostolskich, jak podają dokumenty oraz jak można przeczytać w książce wydanej i opublikowanej w roku 2007 przez Dom Generalny.
Zasługą wszystkich, następujących po sobie w ciągu 140 lat, Matek Generalnych było zachowanie, a raczej realizowanie, rozpoczętego przez Matkę Merkert dzieła, starającego się o zachowanie idei, która stanowi ważny czynnik w życiu każdego instytutu, ponieważ zmiany w strukturze naraziłyby go na ryzyko zatracenia tożsamości charyzmatycznej.
Ponieważ charyzmat musi odpowiadać (być zrozumiały, jasny) na potrzeby i bagaż kulturowy ludzi, powinien być w jakiejś mierze elastyczny. Należy jednak pamiętać, że jest on darem Ducha Świętego, a nie dziełem człowieka i jako taki narażony jest na niewłaściwe czy lekkomyślne zmiany.
Dla uniknięcia ryzyka zatracenia charyzmatycznej tożsamości należy zachować delikatne różnice między charyzmatem a dziełami, które z niego się wywodzą. W zależności od okoliczności mogą one, a nawet powinny się zmieniać, w przeciwieństwie do charyzmatu, który pozostaje niezmienny za wyjątkiem wcześniej już wspomnianych sytuacji.
Co możemy dostrzec w Marce Merkert? Jak postępowała? Odpowiedzi należy szukać w całym jej, niestety krótkim życiu, w "Konstytucjach", które są odbiciem jej osobowości. Nie przez przypadek zaczynają się one od niezmiennej zasady: "Zgromadzenie Sióstr świętej Elżbiety zostało założone na podstawie odczytania woli Bożej przez Założycielkę [...]: służyć Bogu w osobie chorych i potrzebujących" (K, 1).
"Źródłem światła i siły ich apostolstwa było Najświętsze Serce Jezusa, któremu Założycielki w 1842 r. poświęciły swoje dzieło..." (K, 1.3). "Nasze Założycielki odznaczały się wielką czcią do Matki Bożej [...]. Podobnie jak Maryja mamy przyjmować słowo Boże i Jego mocą służyć ludziom" (K, 1.4) oraz: "Do naszego życia we wspólnocie zakonnej odnosi się ukazane w Ewangelii naśladowanie Chrystusa jako najwyższej i obowiązującej na wszystkie czasy normy [...] oraz stała odnowa ducha" (K, 4). następny artykuł podaje szczegółowe wytyczne dzieł charyzmatycznych: "Wierne charyzmatowi naszego Zgromadzenia, uwzględniając wymagania Królestwa Bożego w świecie współczesnym, pozostajemy otwarte na nowe, właściwe nam zadania, uzależnione od czasu i miejsca, które zostaną nam przez Kościół przekazane" (K, 5). Oto kluczowy punkt, oto wielka pokora intuicyjna: bezwzględne posłuszeństwo i dyspozycyjność na potrzeby Kościoła, które powinny charakteryzować każdego zakonnika oraz osobę konsekrowaną, jak to podkreślał Paweł VI we wspomnianej adhortacji "Evangelica testificatio".
Matka Maria przekonana była, że "doby Bóg najlepiej wszystkim pokieruje" (22 czerwca 1870 r.). Całe życie błogosławionej Marii Merkert przedstawia się jako radosna i wierna odpowiedź na wezwanie Chrystusa oraz jako całkowite oddanie się na służbę Bogu i najbardziej potrzebującym, w których widziała oblicze Chrystusa, naśladując tym samym świętych, a wśród nich św. Elżbietę, tercjarkę franciszkańską, i biedaczynę z Asyżu.
Napisał o niej ksiądz Robert Urban, który w 1859 r. zredagował pierwsze "Statuty": "Pobudzona głęboką miłością do biednych i chorych, poświęca się, aby innym pomagać; odznacza się mądrością i kompetencją w trudnych sytuacjach" (Positio, VII, s. 274).
Do tych "trudnych" i delikatnych sytuacji zalicza się jej gorliwa działalność, głównie w środowisku protestanckim, wrogim Kościołowi katolickiemu i jego instytucjom. Oprócz działalności w kraju, siostry udały się do Szwecji, która była uważana za kraj misyjny. Mimo wielorakich trudności Matka Maria potrafiła sprostać różnym sytuacjom, stwarzając przede wszystkim dogodne warunki do porozumienia z władzami lokalnymi, mającymi rzeczywiście wielkie uznanie dla niej i jej dzieła, począwszy od Magistratu w Nysie, który, podobnie jak inne organy państwa pruskiego, był świadomy wielkiego dobra wznoszonego przez siostry elżbietanki. Sposób przyjmowania sióstr przez najbiedniejszych świadczył również o wielkim szacunku dla ich dzieła.
Nasza Błogosławiona, choć nie miała głębokiej znajomości aspektów teologicznych Kościoła, była przeświadczona, że Oblubienica Chrystusa jest nieustannie wzywana do świadczenia, wewnątrz własnej formy instytucjonalnej, o charyzmacie Ducha. Kościół jako Instytucja jest podatny na ukazywanie swoich postaw na sposób sakralny, tak, jak by były one propozycją samego Chrystusa, podczas gdy Kościół poddany całkowicie działaniu Ducha Świętego popiera sprawiedliwość tylko wtedy, gdy się zobowiązuje do przekazywania proroczych wskazań; jeśli potrafi dawać świadectwo według łaski otrzymanej od Chrystusa i podoła ewangelizacji aktualnej kultury.
Maria Merkert, jak już wspomniałyśmy znalazła natchnienie w przykładach wielkich świętych, pomimo swojej wielokrotnie podkreślanej pokory, tak jej bliskiej, jak gdyby była jej "alter ego". Nie ignorował faktu, że św. Benedykto, ojciec monastycyzmu zachodniego oraz założyciel zakonu benedyktyńskiego, był zgodny ze współczesnym mu Kościołem prorockim (którego uosobienie było sześć pontyfikatów: od Feliksa IV (526-530) do Wigiliusza (537-555), kiedy to swoją duchową zasadą "ora et labora" nadał ducha chrześcijańskiego systemowi społeczno-ekonomicznemu, stworzonemu przez barbarzyńskich najeźdźców Imperium. Pragnął on rozszerzyć większą jedność braterską w świecie pracy, ułatwiając przejście od reżimu niewolniczego do feudalizmu (odwrotnie jak to siedem wieków później zrobił św. Tomasz, kiedy poparł i usprawiedliwił domenę pana feudalnego w stosunku do swojego sługi).
Podczas gdy osoba, która otrzymała charyzmat, stara się popierać sprawiedliwość według potrzeb czasu, to zwolennik instytucji uważa, że sprawiedliwość i pokój można osiągnąć, zachowując ustalony porządek. Maria Merkert zdecydowanie twierdziła, że wspólnota kościelna jest wezwana do harmonizowania potrzeb istniejącego porządku z nowym porządkiem, który zarysowuje się na horyzoncie Kościoła Chrystusowego. W jaki sposób? Zwyczajnie, łącząc siły instytucjonalne z odnową duchową, zgodnie z łaską Bożą.
Jej dziecięca postawa wobec Kościoła i jego hierarchii nie uległa zmianie i nie zachwiała się nawet wówczas, gdy musiała przełknąć gorzką pigułkę, jak to miało miejsce na przykład w czasie czteroletniego pobytu (1846-1850) u sióstr boromeuszek, który okazał się trudnym doświadczeniem, kiedy to "szare siostry" zostały odrzucone przez boromeuszki lub kiedy władze kościelne zwlekały z akceptacją założonego przez nią w Nysie Stowarzyszenia - potrzeba było aż dziesięciu lat! W tym czasie dusza Błogosławionej doznawała smutku - nie uległa jednak pokusie zwątpienia w Opatrzność Bożą - ponieważ Magistrat otwarcie powiedział, że bez zgody Stolicy Apostolskiej nie otrzyma od rządku pruskiego osobowości prawnej (czyli praw korporacyjnych, jak ją nazywano 150 lat temu w biurokracji niemieckiej).
Opuszczenie sióstr boromeuszek zapoczątkowało trudny okres w jej życiu. Współobywatele, nie znając przyczyny, przypuszczali, że był to skutek ich wrogiego nastawienia do szpitalnictwa. Maria była zgorszeniem dla wielu katolików, którzy poczuli się zdradzeni. Została nawet odrzucona przez ks. Fischnera, który dotychczas był jej dobrym przyjacielem i doświadczonym przewodnikiem. To są cierpienia osoby, która otrzymała charyzmat, ze swej natury dla wielu niezrozumiały.
Charyzmat jest nadprzyrodzonym darem, który Bóg daje wybranej przez Niego osobie, ażeby - pominąwszy osobiste zyski - wykorzystała go dla duchowego dobra Kościoła. Charyzmat niekoniecznie jest dowodem świętości osoby, która go otrzymała, jest raczej poważnym sprawdzianem umiejętności i cnotliwości, bez których celu nie można osiągnąć. To właśnie z powodu tej wewnętrznej natury charyzmatu (czy charyzmatów) cnoty teologiczne, kardynalne i moralne muszą być zawsze rozwijane, ukazywane i praktykowane "ad intra" i "ad extra" w sposób heroiczny, czyli w sposób wymagający wysiłku większego niż normalny, w sposób nadludzki. I tak, jak podkreśla św. Paweł, największą ze wszystkich cnót jest miłość (1 Kor 13), która przewyższa w doskonałości wszystkie cnoty.
Jest to pojęcie proste, a jednocześnie trudne. Proste - ponieważ związane z życiem duchowym, trudne do pojęcia właśnie dlatego, że termin duchowy jest jeszcze kontrowersyjny, albowiem istnieją różne jego definicje. Jeśli przyjmiemy tę, według której duchowość nie może być ograniczona do ludzkiej aspiracji, lecz ma odniesienie do Ducha Świętego, Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, który kształtuje człowieka na podobieństwo Chrystusa, to Maria Merkert, Klara Wolff, Marylda Merkert i Franciszka Werner odznaczają się gorącym pragnieniem upodobnienia się do Chrystusa i przyjęcia Ducha Świętego, który "wieje tam, gdzie chce". Tak więc, mówienie o duchowości założyciela znaczy tyle, co mówienie o życiu według Ducha, "w Duchu" jak się wyraził św. Paweł; o doświadczeniu kobiety, która pozwoliła prowadzić się Duchowi Świętemu w taki sposób, iż wzbudziła podziw, szacunek i entuzjazm, najpierw u kilku dziewcząt dobrej woli, a następnie dziesiątek, setek aspirantek, postulantek, które po odbyciu odpowiedniej formacji utworzyły wielką rodzinę sióstr elżbietanek (ostateczna nazwa "błogosławionej czwórki", która w obecności księdza Fischera, przed obrazem do dziś czczonym, poświeciła się Najświętszemu Sercu Jezusa. Wydarzyło się to 27 września 1842 r. Kościół wówczas obchodził wspomnienie świętych lekarzy: Kosmy i Damiana).
Ta "błogosławiona czwórka", która była fundamentem zgromadzenia, po ośmiu latach przyjęła nazwę "Stowarzyszenie Szarych Sióstr św. Elżbiety" (8 listopada 1850 r.), następnie "Katolicki Zakład dobroczynności pod wezwaniem św. Elżbiety" (23 maja 1864 r.), aż do aktualnej nazwy zgromadzenia. Z powodu różnych trudności wiele lat trzeba było czekać na uzyskanie osobowości prawnej. Nie wydaje się to dziwne, ponieważ dominująca kultura nie była przychylna katolikom, między innymi dlatego, że Prusy, będąc od zawsze wrogiem Francji oraz przeciwnikiem Stolicy Apostolskiej wspieranej przez Francuzów pod rządami Napoleona III, okazywały niechęć do katolików obecnych w Niemczech.
Wiara Matki Marii została wynagrodzona, a jak to czasami bywa, Opatrzność Boża posłużyła się drogą nie do przewidzenia. Tym razem na drodze sióstr Pan Bóg postawił kobietę wielkiego rodu, hrabinę von Stillfried, której była bardzo życzliwa cesarzowa Augusta. Na rzecz sióstr przemawiało ich wyrzeczenie, miłość, skuteczna opieka w szpitalach polowych nad żołnierzami pruskimi w czasie wojny z Danią.
Cesarzowa z wielkim zaangażowaniem zainteresowała się stowarzyszeniem. W krótkim czasie został wydany przez jej męża, cesarza Williama I, dekret, który gwarantował prawa korporacyjne zwane dzisiaj osobowością prawną. Po śmierci Marii Merkert, cesarzowa powiedziała: "Dane mi było poznać jej wielkość".
za: G. Jatosti, Beata Madre Maria Luiza Merkert, Rzym 2012.
Ta ogromna, ponad dwudziestoletnia działalność, niewiarygodna, gdybyśmy nie uznały, że została przekazana założycielce bezpośrednio przez Ducha, pozwoliła jej pozostawić drugiej przełożonej generalnej, Matce Franciszce Werner, zastęp 500 sióstr w 87 domach zakonnych na terenie 9 diecezji i 2 wikariatów apostolskich, jak podają dokumenty oraz jak można przeczytać w książce wydanej i opublikowanej w roku 2007 przez Dom Generalny.
Zasługą wszystkich, następujących po sobie w ciągu 140 lat, Matek Generalnych było zachowanie, a raczej realizowanie, rozpoczętego przez Matkę Merkert dzieła, starającego się o zachowanie idei, która stanowi ważny czynnik w życiu każdego instytutu, ponieważ zmiany w strukturze naraziłyby go na ryzyko zatracenia tożsamości charyzmatycznej.
Ponieważ charyzmat musi odpowiadać (być zrozumiały, jasny) na potrzeby i bagaż kulturowy ludzi, powinien być w jakiejś mierze elastyczny. Należy jednak pamiętać, że jest on darem Ducha Świętego, a nie dziełem człowieka i jako taki narażony jest na niewłaściwe czy lekkomyślne zmiany.
Dla uniknięcia ryzyka zatracenia charyzmatycznej tożsamości należy zachować delikatne różnice między charyzmatem a dziełami, które z niego się wywodzą. W zależności od okoliczności mogą one, a nawet powinny się zmieniać, w przeciwieństwie do charyzmatu, który pozostaje niezmienny za wyjątkiem wcześniej już wspomnianych sytuacji.
Co możemy dostrzec w Marce Merkert? Jak postępowała? Odpowiedzi należy szukać w całym jej, niestety krótkim życiu, w "Konstytucjach", które są odbiciem jej osobowości. Nie przez przypadek zaczynają się one od niezmiennej zasady: "Zgromadzenie Sióstr świętej Elżbiety zostało założone na podstawie odczytania woli Bożej przez Założycielkę [...]: służyć Bogu w osobie chorych i potrzebujących" (K, 1).
"Źródłem światła i siły ich apostolstwa było Najświętsze Serce Jezusa, któremu Założycielki w 1842 r. poświęciły swoje dzieło..." (K, 1.3). "Nasze Założycielki odznaczały się wielką czcią do Matki Bożej [...]. Podobnie jak Maryja mamy przyjmować słowo Boże i Jego mocą służyć ludziom" (K, 1.4) oraz: "Do naszego życia we wspólnocie zakonnej odnosi się ukazane w Ewangelii naśladowanie Chrystusa jako najwyższej i obowiązującej na wszystkie czasy normy [...] oraz stała odnowa ducha" (K, 4). następny artykuł podaje szczegółowe wytyczne dzieł charyzmatycznych: "Wierne charyzmatowi naszego Zgromadzenia, uwzględniając wymagania Królestwa Bożego w świecie współczesnym, pozostajemy otwarte na nowe, właściwe nam zadania, uzależnione od czasu i miejsca, które zostaną nam przez Kościół przekazane" (K, 5). Oto kluczowy punkt, oto wielka pokora intuicyjna: bezwzględne posłuszeństwo i dyspozycyjność na potrzeby Kościoła, które powinny charakteryzować każdego zakonnika oraz osobę konsekrowaną, jak to podkreślał Paweł VI we wspomnianej adhortacji "Evangelica testificatio".
Matka Maria przekonana była, że "doby Bóg najlepiej wszystkim pokieruje" (22 czerwca 1870 r.). Całe życie błogosławionej Marii Merkert przedstawia się jako radosna i wierna odpowiedź na wezwanie Chrystusa oraz jako całkowite oddanie się na służbę Bogu i najbardziej potrzebującym, w których widziała oblicze Chrystusa, naśladując tym samym świętych, a wśród nich św. Elżbietę, tercjarkę franciszkańską, i biedaczynę z Asyżu.
Napisał o niej ksiądz Robert Urban, który w 1859 r. zredagował pierwsze "Statuty": "Pobudzona głęboką miłością do biednych i chorych, poświęca się, aby innym pomagać; odznacza się mądrością i kompetencją w trudnych sytuacjach" (Positio, VII, s. 274).
Do tych "trudnych" i delikatnych sytuacji zalicza się jej gorliwa działalność, głównie w środowisku protestanckim, wrogim Kościołowi katolickiemu i jego instytucjom. Oprócz działalności w kraju, siostry udały się do Szwecji, która była uważana za kraj misyjny. Mimo wielorakich trudności Matka Maria potrafiła sprostać różnym sytuacjom, stwarzając przede wszystkim dogodne warunki do porozumienia z władzami lokalnymi, mającymi rzeczywiście wielkie uznanie dla niej i jej dzieła, począwszy od Magistratu w Nysie, który, podobnie jak inne organy państwa pruskiego, był świadomy wielkiego dobra wznoszonego przez siostry elżbietanki. Sposób przyjmowania sióstr przez najbiedniejszych świadczył również o wielkim szacunku dla ich dzieła.
Nasza Błogosławiona, choć nie miała głębokiej znajomości aspektów teologicznych Kościoła, była przeświadczona, że Oblubienica Chrystusa jest nieustannie wzywana do świadczenia, wewnątrz własnej formy instytucjonalnej, o charyzmacie Ducha. Kościół jako Instytucja jest podatny na ukazywanie swoich postaw na sposób sakralny, tak, jak by były one propozycją samego Chrystusa, podczas gdy Kościół poddany całkowicie działaniu Ducha Świętego popiera sprawiedliwość tylko wtedy, gdy się zobowiązuje do przekazywania proroczych wskazań; jeśli potrafi dawać świadectwo według łaski otrzymanej od Chrystusa i podoła ewangelizacji aktualnej kultury.
Maria Merkert, jak już wspomniałyśmy znalazła natchnienie w przykładach wielkich świętych, pomimo swojej wielokrotnie podkreślanej pokory, tak jej bliskiej, jak gdyby była jej "alter ego". Nie ignorował faktu, że św. Benedykto, ojciec monastycyzmu zachodniego oraz założyciel zakonu benedyktyńskiego, był zgodny ze współczesnym mu Kościołem prorockim (którego uosobienie było sześć pontyfikatów: od Feliksa IV (526-530) do Wigiliusza (537-555), kiedy to swoją duchową zasadą "ora et labora" nadał ducha chrześcijańskiego systemowi społeczno-ekonomicznemu, stworzonemu przez barbarzyńskich najeźdźców Imperium. Pragnął on rozszerzyć większą jedność braterską w świecie pracy, ułatwiając przejście od reżimu niewolniczego do feudalizmu (odwrotnie jak to siedem wieków później zrobił św. Tomasz, kiedy poparł i usprawiedliwił domenę pana feudalnego w stosunku do swojego sługi).
Podczas gdy osoba, która otrzymała charyzmat, stara się popierać sprawiedliwość według potrzeb czasu, to zwolennik instytucji uważa, że sprawiedliwość i pokój można osiągnąć, zachowując ustalony porządek. Maria Merkert zdecydowanie twierdziła, że wspólnota kościelna jest wezwana do harmonizowania potrzeb istniejącego porządku z nowym porządkiem, który zarysowuje się na horyzoncie Kościoła Chrystusowego. W jaki sposób? Zwyczajnie, łącząc siły instytucjonalne z odnową duchową, zgodnie z łaską Bożą.
Jej dziecięca postawa wobec Kościoła i jego hierarchii nie uległa zmianie i nie zachwiała się nawet wówczas, gdy musiała przełknąć gorzką pigułkę, jak to miało miejsce na przykład w czasie czteroletniego pobytu (1846-1850) u sióstr boromeuszek, który okazał się trudnym doświadczeniem, kiedy to "szare siostry" zostały odrzucone przez boromeuszki lub kiedy władze kościelne zwlekały z akceptacją założonego przez nią w Nysie Stowarzyszenia - potrzeba było aż dziesięciu lat! W tym czasie dusza Błogosławionej doznawała smutku - nie uległa jednak pokusie zwątpienia w Opatrzność Bożą - ponieważ Magistrat otwarcie powiedział, że bez zgody Stolicy Apostolskiej nie otrzyma od rządku pruskiego osobowości prawnej (czyli praw korporacyjnych, jak ją nazywano 150 lat temu w biurokracji niemieckiej).
Opuszczenie sióstr boromeuszek zapoczątkowało trudny okres w jej życiu. Współobywatele, nie znając przyczyny, przypuszczali, że był to skutek ich wrogiego nastawienia do szpitalnictwa. Maria była zgorszeniem dla wielu katolików, którzy poczuli się zdradzeni. Została nawet odrzucona przez ks. Fischnera, który dotychczas był jej dobrym przyjacielem i doświadczonym przewodnikiem. To są cierpienia osoby, która otrzymała charyzmat, ze swej natury dla wielu niezrozumiały.
Charyzmat jest nadprzyrodzonym darem, który Bóg daje wybranej przez Niego osobie, ażeby - pominąwszy osobiste zyski - wykorzystała go dla duchowego dobra Kościoła. Charyzmat niekoniecznie jest dowodem świętości osoby, która go otrzymała, jest raczej poważnym sprawdzianem umiejętności i cnotliwości, bez których celu nie można osiągnąć. To właśnie z powodu tej wewnętrznej natury charyzmatu (czy charyzmatów) cnoty teologiczne, kardynalne i moralne muszą być zawsze rozwijane, ukazywane i praktykowane "ad intra" i "ad extra" w sposób heroiczny, czyli w sposób wymagający wysiłku większego niż normalny, w sposób nadludzki. I tak, jak podkreśla św. Paweł, największą ze wszystkich cnót jest miłość (1 Kor 13), która przewyższa w doskonałości wszystkie cnoty.
Jest to pojęcie proste, a jednocześnie trudne. Proste - ponieważ związane z życiem duchowym, trudne do pojęcia właśnie dlatego, że termin duchowy jest jeszcze kontrowersyjny, albowiem istnieją różne jego definicje. Jeśli przyjmiemy tę, według której duchowość nie może być ograniczona do ludzkiej aspiracji, lecz ma odniesienie do Ducha Świętego, Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, który kształtuje człowieka na podobieństwo Chrystusa, to Maria Merkert, Klara Wolff, Marylda Merkert i Franciszka Werner odznaczają się gorącym pragnieniem upodobnienia się do Chrystusa i przyjęcia Ducha Świętego, który "wieje tam, gdzie chce". Tak więc, mówienie o duchowości założyciela znaczy tyle, co mówienie o życiu według Ducha, "w Duchu" jak się wyraził św. Paweł; o doświadczeniu kobiety, która pozwoliła prowadzić się Duchowi Świętemu w taki sposób, iż wzbudziła podziw, szacunek i entuzjazm, najpierw u kilku dziewcząt dobrej woli, a następnie dziesiątek, setek aspirantek, postulantek, które po odbyciu odpowiedniej formacji utworzyły wielką rodzinę sióstr elżbietanek (ostateczna nazwa "błogosławionej czwórki", która w obecności księdza Fischera, przed obrazem do dziś czczonym, poświeciła się Najświętszemu Sercu Jezusa. Wydarzyło się to 27 września 1842 r. Kościół wówczas obchodził wspomnienie świętych lekarzy: Kosmy i Damiana).
Ta "błogosławiona czwórka", która była fundamentem zgromadzenia, po ośmiu latach przyjęła nazwę "Stowarzyszenie Szarych Sióstr św. Elżbiety" (8 listopada 1850 r.), następnie "Katolicki Zakład dobroczynności pod wezwaniem św. Elżbiety" (23 maja 1864 r.), aż do aktualnej nazwy zgromadzenia. Z powodu różnych trudności wiele lat trzeba było czekać na uzyskanie osobowości prawnej. Nie wydaje się to dziwne, ponieważ dominująca kultura nie była przychylna katolikom, między innymi dlatego, że Prusy, będąc od zawsze wrogiem Francji oraz przeciwnikiem Stolicy Apostolskiej wspieranej przez Francuzów pod rządami Napoleona III, okazywały niechęć do katolików obecnych w Niemczech.
Wiara Matki Marii została wynagrodzona, a jak to czasami bywa, Opatrzność Boża posłużyła się drogą nie do przewidzenia. Tym razem na drodze sióstr Pan Bóg postawił kobietę wielkiego rodu, hrabinę von Stillfried, której była bardzo życzliwa cesarzowa Augusta. Na rzecz sióstr przemawiało ich wyrzeczenie, miłość, skuteczna opieka w szpitalach polowych nad żołnierzami pruskimi w czasie wojny z Danią.
Cesarzowa z wielkim zaangażowaniem zainteresowała się stowarzyszeniem. W krótkim czasie został wydany przez jej męża, cesarza Williama I, dekret, który gwarantował prawa korporacyjne zwane dzisiaj osobowością prawną. Po śmierci Marii Merkert, cesarzowa powiedziała: "Dane mi było poznać jej wielkość".
za: G. Jatosti, Beata Madre Maria Luiza Merkert, Rzym 2012.