Maria każdego dnia musiała stawiać sobie pytanie: czy dziś jestem gotowa oprzeć się presji tych, którym ten rodzaj działalności charytatywnej jest niewygodny, niezrozumiały? Spotykała się też z obojętnością świata. Z pewnością nie ominęły Jej chwile zwątpienia, w których pytała o sens, o to, czy rzeczywiście warto aż tak się angażować. Świadek naoczny zapisał: zatrwożona mówiła: Franciszko, jak się to dalej potoczy ? Skoro wszystko się nam sprzeciwia, będziemy zmuszone zaniechać naszą działalność. Również nie mamy pomocy ze strony duchowieństwa. Te troski i przeciwności nie zagłuszyły w Niej doświadczenia Bożej miłości i nie przysłoniły Jej Jego ojcowskiej obecności i opieki. To miłość Boga rodziła w Niej wyrozumiałość i łagodność oraz potrzebę przebaczania. Potrafiła odróżnić błędy organizacyjne od autorytetu władzy kościelnej i umiała się wznieść ponad to, co rani. Wobec miejscowego proboszcza, któremu trudno było zaakceptować Jej powołanie i nową formę działania, rzekomo szkodliwą dla już istniejących instytucji zakonnych, w 1852 roku pierwsza wyciągnęła dłoń w geście pojednania, okazując, że nie czuje urazy. Przebaczenie stało się znakiem Jej dojrzałości. Ufała Bogu w każdej sytuacji i była przekonana, że On zna Jej potrzeby i nigdy nie opuści, On w swoim czasie przyjdzie z pomocą. Każdą trudną sytuację potrafiła wykorzystać do gorliwszego dawania świadectwa.
za: s. M. Margarita Gabriela Cebula CSSE, Błogosławiona Maria Merkert (1817-1872), Nysa 2007.
za: s. M. Margarita Gabriela Cebula CSSE, Błogosławiona Maria Merkert (1817-1872), Nysa 2007.